Z artykułu w Press. Agencje PR na Zachodzie to wielkie przedsiębiorstwa komunikacyjne. W Polsce przypominają przytulne domy. Biuro na planie open space daje możliwość angażowania się w różne projekty.
„My, Polacy, przyzwyczajeni jesteśmy do narzekania: a to biurko za małe, a to kuchnia w firmie niezbyt duża. Sądzimy, że za granicą jest lepiej. Tymczasem wystarczy nawet krótko popracować w agencji PR za granicą, by zobaczyć, że praca specjalistów PR koncentruje się na laptopie lub komputerze stacjonarnym – opowiada Karolina Mizgalska, account director w agencji public relations Edelman Polska. – Tam, gdzie komputer, tam i ty. Częste zmiany miejsca pracy w ramach powiększania lub reorganizacji zespołu agencji PR za granicą nikogo nie dziwią – dodaje” – podaje Press.
„Mizgalska od dwóch lat zajmuje się koordynacją działań PR dla marki Xbox 360 w takich krajach, jak: Polska, Czechy, Węgry, Rosja, RPA, Zjednoczone Emiraty Arabskie, i dzięki temu spędziła 10 miesięcy w londyńskim biurze Edelmana – JCPR. W Londynie firma miała dwa biura – JCPR specjalizujące się w PR konsumenckim oraz Edelman London zajmujące się pozostałymi działaniami. Od czerwca 2008 roku biura mają wspólną siedzibę, w której na jednym piętrze pracuje 260 osób. Waldemar Gojtowski, który pracuje dziś jako stażysta w brukselskim biurze agencji Fleishman-Hillard, także przyzwyczaił się do częstych reorganizacji w swojej agencji: – Co pół roku następuje oczekiwana zmiana miejsc, żeby nie popaść w rutynę. Zmiana sąsiada ma wzmocnić relacje międzyludzkie” – czytamy w Pressie.
„Biuro agencji Fleishman-Hillard Brussels to potężna fabryka myśli i analiz. Setki metrów kwadratowych podzielone na boksy, które pozwalają na bliski kontakt ze współpracownikami. Zespoły są zgrupowane według specyfiki klientów, np. telekomunikacja i nowe technologie, energetyka, FMCG, zdrowie. Jednak w większości pracownicy są wymieszani, co pozwala na interakcje z różnymi zespołami. – Ma to duży wpływ na nowatorskie podejście do projektu. Gdy pracują nad nim ludzie o wysokich kompetencjach i bogatym doświadczeniu z różnych branż, daje to najczęściej ciekawy efekt – dodaje Gojtowski. Różnica w organizacji pracy w Polsce i za granicą wynika także z wielkości biur agencji sieciowych. Hill & Knowlton w Brukseli zatrudnia ponad 70 pracowników, polski oddział – ok. 30. W brukselskim oddziale karierę w PR zaczynała Magdalena Lumińska. Przez ponad trzy lata monitorowała pracę instytucji europejskich, prowadziła kampanie lobbingowe i opracowywała strategie komunikowania dla międzynarodowych klientów. Po powrocie do Polski pozostała w agencji, gdzie zajmuje się komunikacją korporacyjną, a także rozwija dział public affairs” – podaje Press.
„Atmosfera w Warszawie jest bardziej kameralna. Zamiast pracy w otwartej przestrzeni na trzech piętrach, siedzimy w pokojach. Biuro to w zasadzie duży dom – mówi. Pytana, co jest lepsze, odpowiada: – Jest inaczej. Z jednej strony w Brukseli trzeba było się bardziej starać, by wszystkich poznać, ale z drugiej były regularne okazje do spotkań całej firmy. W każdy poniedziałek rano wszystkie działy przedstawiały zakończone projekty. Opisywały cele, strategie oraz trudności przy pracy – dodaje. Żeby zwołać spotkanie zespołu projektowego lub burzę mózgów, w Belgii należy odpowiednio wcześniej zarezerwować jedną z trzech sal konferencyjnych. Trzeba być lepiej zorganizowanym i trzymać się godzin wyznaczonych w grafiku. – Inaczej następna grupa wyrzuci cię z sali i… po spotkaniu. Dużo więcej jest też telekonferencji, które także odbywają się w wynajętych salach. W Warszawie prościej zwołać spontaniczne spotkanie zespołu u siebie w pokoju lub wpaść do kogoś i omówić projekt – opowiada Lumińska. – Jednak taki styl pracy wymaga większej samodyscypliny, by samemu zaplanować dzień bez tak sztywnego kalendarza wewnętrznych spotkań – mówi” – czytamy w Pressie.
„Angielka Charlotte Wawrzyniak pierwsze kroki w public relations stawiała w Polsce. – Mimo słabej znajomości polskiego miałam szczęście, bo zatrudniła mnie w Warszawie agencja Sigma International – opowiada. Po kilku latach Charlotte wróciła do Anglii i znalazła pracę w dziale konsumenckim agencji Weber Shandwick w Londynie, z którą Sigma była wtedy afiliowana. Dziś Wawrzyniak pracuje tam jako account director. – Na początku musiałam się przyzwyczaić do biura typu open plan. W pierwszych dniach rozpraszało mnie to. Brakowało mi układu biura z wydzielonymi pokojami. Lecz teraz doceniam open space. Jest ciekawiej i prościej można się zaangażować w różne projekty. Siedzi się obok osób, które mają odmienne portfolio od twojego. Mimo że zajmuję się międzynarodowymi projektami, słyszę o projektach brytyjskich i vice versa – opowiada” – podaje Press.
„Pracę kilku biur sieci Euro RSCG Worldwide PR miała okazję poznać Katarzyna Przewuska, managing director w warszawskiej agencji Euro RSCG Sensors. Była m.in. w Paryżu, Rotterdamie, Mediolanie, Pradze. Tamtejsze oddziały zrobiły na niej wrażenie. – Te przedsiębiorstwa komunikacyjne są inspirujące i kreatywne ze względu na interesującą lokalizację, architekturę wnętrz i niebanalne miejsca spotkań. Każde biuro jest wyjątkowe i jednoznacznie pokazuje, że usługi komunikacyjne to biznes – mówi. Na przykład w Paryżu wiszą na ścianach dzieła znanego francuskiego malarza Bena stworzone dla Euro RSCG. Jednoznacznie wskazują, że kreacja i komunikacja są dziedzinami sztuki” – czytamy w Pressie.
Źródło: Press, Marzena Śniegułka, 2008-08-15, str. 92