Reklamę upubliczniono w Sieci tuż po ogłoszeniu upadłości General Motors rankiem 1 czerwca. Szybko, ale to bankructwo nie było zaskoczeniem dla ekonomistów czy osób nieco wnikliwiej śledzących życie gospodarcze, ani tym bardziej dla zarządzających firmą. Jednak dla opinii publicznej upadek amerykańskiej marki-ikony jest prawdziwym szokiem.
Cadillaki, buicki, chevrolety, słynne krążowniki szos i popularne pikapy – General Motors to część mitu Ameryki. Niestety, mitem trudno wypłacać się wierzycielom. Największy niegdyś producent samochodów na świecie w 2005 roku dał się wyprzedzić Toyocie i od tego momentu odnotowywał już same straty. Zbyt późno postawił na nowe technologie i samochody hybrydowe, ciążyły mu ogromne zobowiązania socjalne, szwankowała obsługa klienta i design.
Ostatni zarząd nie spodziewał się tak dużego wzrostu cen paliw, zlekceważono też jego wpływ na popularność paliwożernych samochodów GM. Niedawny kryzys dotknął całą branżę motoryzacyjną, ale ci, którzy prognozowali, że na pierwszy ogień pójdą mniejsze firmy, a duże i tak przetrwają, mocno się pomylili. Upadły źle zarządzane, nieefektywne i anachroniczne w pewnym sensie: Chrysler i General Motors.
Ratunkiem dla firmy była powzięta przez Baracka Obamę decyzja o nacjonalizacji i utworzeniu ze zdrowych części przedsiębiorstwa spółki New GM, która wystosowała do amerykańskiego społeczeństwa następujące przesłanie: „Bądźmy szczerzy. Żadna firma nie chciałaby przez to przejść”.
Trudno w minutę wytłumaczyć się z potwornych zaniedbań w zarządzaniu GM, w filmie nie podjęto nawet takiej próby. Nie ma rozwiązań, są tylko obietnice, choć trzeba przyznać, że obietnica szczerości z początku filmu została spełniona, a twórcy uczciwie wypunktowują (choć nie zawsze wprost) największe błędy koncernu.
Tak, to planowany od dawna upadek był